Dopalacze, odsłona piekła - Kasia

Tamtego poranka Kasia szykowała się do pracy. – Nastawiłam wodę na kawę, a kiedy zadzwonił dzwonek, musiałam wyjść z jednym pomalowanym okiem. Czekało trzech, może czterech mężczyzn. Proszą bliżej. Pokazują legitymacje. 

„Mamy nakaz przeszukania, proszę nas wpuścić, policja”. Spytali o syna. Pokazałam pokój. Jacek stał blady. Kazali zamknąć psa i przyprowadzili swoje. „Proszę sprawdzić, czy nic nie zginęło pani z domu”, rzucili do mnie. Zawsze trzymałam kosztowności trochę byle jak. Tu pudełeczko, tam szkatułeczka. Rzuciłam się w te miejsca. Nie było obrączek, nie było pierścionka z brylantem, nie było łańcuszka, drugiego pierścionka, bransoletek… Mój syn, mój kochany synek okradł nasz dom… „Pójdziesz z nami”, powiedzieli policjanci do Jacka. Jacek został zamknięty w izbie dziecka. Na początku nie było nawet wiadomo, na jak długo. A ja leżałam i próbowałam wyobrazić sobie, gdzie on jest. Czemu go nie szukasz? – wyrzucałam sobie. Czemu nie przywieziesz do domu? Nie utulisz!? A z drugiej strony czułam, że on jest tam bezpieczny. Że wszedł w coś strasznego, ale tam „straszne” go nie dosięgnie. (…)

Dopalacze, odsłona piekłaDo Kasi zadzwonili z policji następnego dnia. Że jak chce, może odebrać swoje dziecko.

– Pomyślałam: chcę, ale nie od razu. Chciałam, żeby czekał. Żeby wreszcie on raz zaczekał na mnie. Po godzinie oddzwoniłam, że niestety, mogę przyjechać dopiero wieczorem. Przyjechać i porozmawiać, bo nie wiem, czy zabiorę go do domu.

Policjanci byli zdziwieni reakcją Kasi. Ona sobą też. Kiedy wreszcie tam pojechała, nie płakała. To Jacek zerwał się i rozbeczał jak mały chłopczyk.

– W środku i ja płakałam, ale na zewnątrz byłam już inną mamą. Podszedł do mnie niepewny, jak małe zwierzątko. Wtulił się i szeptał tylko: „Przepraszam, mamo, przepraszam, zabierz mnie do domu, mamo…”. Dopalacze, odsłona piekłaKasia pamięta, że Jacek okrutnie śmierdział, w tych swoich długich włosach, z których był zawsze taki dumny, teraz potarganych i brudnych.

– Pocałowałam go w te włosy ukradkiem. „Czy chce pani zabrać syna do domu, czy mamy go zawieźć z powrotem na izbę?” – pytanie wpadło w ciszę, bo nie znałam odpowiedzi, bo chciałam mieć czas na zastanowienie. „Mamo, błagam, zabierz mnie do domu, nie pozwól mi tam wracać…” – Jacek mnie nie puszczał, a ja dokładnie wiedziałam, że syn nigdy dotąd tak bardzo nie czekał na moje słowa. Na dole komendy, kiedy byliśmy już sami, jeszcze raz wyszeptał: „Przepraszam”. Pierwszy raz usłyszałam ślad przeprosin. Przedtem rzucał mi to jak ochłap…

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Dopalacze kradną życie Urząd Miasta Częstochowy Fundacja Dialogos

 

Projekt „Dopalacze kradną życie – odsłona piekła” został sfinansowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Urząd Miasta Częstochowy.
Projekt realizuje Fundacja Dialogos.

© 2015 Fundacja Dialogos
Klik!
Back to top