Dopalacze, odsłona piekła - Marcin

Marcin ma dobrze ponad 30 lat, jest zdolnym informatykiem z Warszawy. Leczył się z alkoholizmu, z narkomanii, przeszedł trzy terapie, w tym dwie zamknięte. Jest czysty od 10 miesięcy i bardzo pracuje nad tym, żeby nie wrócić do brania.

Kiedy zaczął brać, był świetnie zarabiającym dyrektorem z wielkim amerykańskim samochodem służbowym. Więc cena nie miała dla niego żadnego znaczenia. Ani za dopalacze, ani za cokolwiek innego.

Marcin mówi, że jak wziął, był bardzo zdziwiony, że to coś jest legalne, kupione w sklepie, a było mocniejsze od rzeczy, które brał wcześniej. Pierwsze odczucia Marcina po dopalaczach były bardzo przyjemne. I jeszcze ta dostępność towaru… Bardzo mu się podobało.

– Znajdowałem w Internecie, dzwoniłem i przywozili mi do domu jak pizzę. Wybierało się opcję czas dostawy: 20 czy 40 minut. Bo w uzależnieniu czas się liczy!

Dopalacze, odsłona piekła

Przyjechał do niego w odwiedziny kumpel. I zaczął namawiać na terapię zamkniętą dla bezdomnych w Monarze na Marywilskiej w Warszawie.

– Poszliśmy nad jezioro pogadać. Ja wygnieciony, szary, chudy…

Marcin z ponad stu kilogramów wagi zjechał wtedy do sześćdziesięciu paru. Ale na terapię proponowaną przez kolegę się nie godził.

– Jaki ja bezdomny? Co on mi tu pieprzy? Nic na to nie powiedział, ale tak wtedy na mnie skubany spojrzał, tak mnie prześwietlił… Już wiedziałem, że jest grubo, nie tak jest ze mną.

Tydzień po wyjeździe kumpla Marcin był bez pieniędzy, bez towaru i z długiem u dilera. Z płaczem zszedł na dół do matki, żeby jej powiedzieć, że od roku tuż nad jej głową bierze narkotyki.

– Wstyd!

Po czterech dniach był na Marywilskiej, gdzie spędził trzy miesiące swojej kolejnej terapii.

– To dobre miejsce. Trudne miejsce, ale dobre. Czułem się zaopiekowany. W pokoju miałem gościa, co apartamentowce w Warszawie budował, a od półtora roku mieszkał pod mostem Poniatowskiego. Tam zrozumiałem, że choć czułem się lepszy, to niczym się nie różnię od bezdomnych. Niczym! Wszyscy jesteśmy tacy sami, tylko inne życia mamy.

Dopalacze, odsłona piekła

Marcin porównuje uwalnianie się z nałogu do chodzenia pod prąd na ruchomych schodach:

– Jak cały czas idziesz, to może nawet wejdziesz. Ale jak przestaniesz, od razu jesteś na dole. W cztery lata od dyrektora, z dziewczyną, kasą, poukładanym życiem i przekonaniem, że mi się nic nie stanie – trafiłem na terapię dla bezdomnych! Żeby nie lecieć w dół, wciąż trzeba dbać o jakość życia. Jest różnica, czy jesz rybę na krawężniku, czy na białym obrusie. Cały czas musisz być między ludźmi, między uzależnionymi. I cały czas być z nimi szczerym. Bo uzależnienie to samotność, a trzeźwość to ludzie…

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Dopalacze kradną życie Urząd Miasta Częstochowy Fundacja Dialogos

 

Projekt „Dopalacze kradną życie – odsłona piekła” został sfinansowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Urząd Miasta Częstochowy.
Projekt realizuje Fundacja Dialogos.

© 2015 Fundacja Dialogos
Klik!
Back to top